DALLAS'91

               

Tytuł:

Dallas'91

Miejsce:

U.S.A., TX, Dallas - Fairgrounds

Data:

16 luty 1991

Źródło:

VHS

Trasa:

No Prayer On The Road (USA & Canada)

Pełny koncert:

+

Wydawca:

Prv

Ocena (dźwięk/obraz):

3+/4

Czas trwania:

94:45 min.

 

Tracklist :

 

1. Intro  
2. Tailgunner  
3. Public Enemy Number One  
4. Wrathchild  
5. Die With Your Boots On  
6. Hallowed Be Thy Name  
7. 22 Acacia Avenue  
8. Holy Smoke  
9. No Prayer For The Dying  
10. The Clairvoyant  
11. 2 Minutes To Midnight  
12. The Trooper  
13. Heaven Can Wait  
14. Iron Maiden  
15. The Number Of The Beast                                         -encore  
16. Bring Your Daughter...To The Slaughter                   -encore  
17. Run To The Hills                                                        -encore  
18. Sanctuary                                                                     -encore  

 

Ciekawy zapis z trasy "No Prayer On The Road" po USA. Obraz jak na 1991 rok jest znośny, choć brakuje zbliżeń a fani, którzy stali przed kamerzystą często zasłaniają nam "widoczność".
Dzwięk przeciętny  - nagrywający stał dość daleko od sceny, wobec czego mix się troszkę rozjeżdża a wokal jest mało wyraźny.

Koncert w Dallas pozytywnie mnie zaskoczył, muzycy dobrze się bawią - Dave i Janick ścigają się biegając po scenie, Bruce dużo mówi a publiczność jak na Stany zachowuje się bardzo przyzwoicie. 

Dickinson był wyraźnie zdenerwowany na jakiegoś dziennikarzynę, który opluł Maiden w swoim czasopiśmie. Bruce go okrutnie przeklina a następnie dedykuje mu kawałek "Die With Your Boots On" :).
W czasie reszty koncertu chłopaki cały czas się dobrze bawią, weźmy choćby kawałek "22 Acacia Avenue" - pod koniec tego numeru Janick jak zwykle wycina swoje solo, męczy gitarę, rzucą nią wokół siebie itd., w pewnym momencie podchodzi do niego Dickinson , puka go w ramię i wymownym gestem wskazuje na zegarek. :)))

Właśnie...Gers...w czasie tego show widać, iż nowy gitarzysta zadomowił się już w Maiden na dobre. To nie jest ten bojaźliwy Janick z pierwszych koncertów, starający się grać nuta w nutę. Tutaj mamy już Janick'a jakiego znamy od zawsze, czyli szalonego, wściekłego zabójcę dźwięków gitary. Gers szaleje po scenie, rzuca swoim wiosłem, bawi się kablem itd., jednym słowem normalka, robi pełen "performance" mało przy tym grając. :)))

Fajny bootleg - dobry jakościowo...należy mu się miejsce w kolekcji.